Kultura i tradycje łowieckie

Myślistwo uprawiane przez wieki wytworzyło własne zwyczaje, wierzenia i przesądy, a nawet odrębne słownictwo – „język łowiecki”. Tylko „wtajemniczeni” mogą zrozumieć specjalistycznych wyrażeń odnoszących się do techniki polowania i do zwierzyny. Starodawny obyczaj nakazuje unikać na łowach słów potocznych – należy posługiwać się gwarą łowiecką, która obejmuje ponad 5000 haseł. Jak piękny i tajemniczy jest język polskich myśliwych, niech będzie tego przykładem następujący opis: „w pobliżu ambony, łowny czternastak ciągnął przesmykiem do kąpidła za chmarą łań, jego uperlony, rozłożysty wieniec, lśnił jasnymi grotami, w pewnym momencie byk podniósł gębę, zaczął wietrzyć chrapami i strzyc łyżkami, nerwowo drżał na całej sukni, a mokrymi świecami wpatrywał się w każdy ruch prowadzącej licówki”. Młodego „fryca”, który nie przestrzega słownictwa i zwyczajów należy upominać i karać. Dawniej kazano wdrapywać się na drzewo, a następnie ścinano je z owym nieszczęśnikiem. Obecnie wielu myśliwych pielęgnuje język, posługując się nim nie tylko na polowaniach, są to najczęściej seniorzy, ludzie dla których łowiectwo jest stylem życia. Pocieszającym jest także fakt, że młodzi adepci łowiectwa zaczynają z upodobaniem stosować zwroty godne rycerzy Św. Huberta, od ich zachowania zależy przetrwanie tradycji. W większości kół następuje renesans starych zwyczajów, sprzyja temu zachowany model łowiectwa w naszym kraju. Odradza się ceremoniał wzbogacający dorobek całej łowieckiej wspólnoty.

 

Pierwszy dzik to już zdobycie
ostróg rycerskich...
Julian Ejsmond

 

Do najstarszych należy „chrzest myśliwski”. Tej ceremonii poddawany jest myśliwy, który po raz pierwszy ubił grubego zwierza. Klęcząc przy zwierzynie, składa ślubowanie prawego myśliwego przed najstarszym uczestnikiem polowania. Senior zanurza kordelas w ranie zwierzęcia, a następnie kreśli znak krzyża na czole adepta, malując je farbą (krwią), której nie wolno ścierać do końca polowania. Odtąd dotychczasowy „fryc” trafia do grona „ćwików” czyli wytrawnych myśliwych. Młody myśliwy pierwszy swój ceremoniał przeżywa podczas „ślubowania”. Odbywa się ono w obecności większości członków koła, najczęściej przed rozpoczęciem polowania podczas hubertowin (polowanie tzw. „hubertowskie”). Klęka na lewym kolanie przed doświadczonym nemrodem, powtarza tekst ślubowania i przyjmuje życzenia: „na chwałę polskiego łowiectwa bądź prawym myśliwym, niech Ci bór darzy !”, reszta kolegów chóralnie powtarza „darz bór !”.

 

Największy honor i uznanie,
Złomek choiny – order kniei
Stanisław Zarzycki

 

Podobny charakter ma tradycja „złomu”, którym czcimy każdą ubitą sztukę zwierzyny grubej. Złom myśliwski to gałązka np. świerka, sosny, dębu, zerwana (nie odcięta) w ostępie gdzie przebywał zwierz. Myśliwy, któremu „zdarzył bór” staje po stronie grzbietowej ubitej sztuki, jego towarzysz odłamuje złom – część wkłada do pyska zwierzęcia jako „ostatni kęs”, resztę składa na ranie postrzałowej (przed wypatroszeniem). Po tym odrywa fragment gałązki namoczony w farbie i na kordelasie lub kapeluszu przekazuje strzelcowi, gratuluje ze słowami „Darz Bór !”. Złom wetknięty we wstążkę kapelusza noszony jest do końca dnia.

Tradycyjnie polowanie powinno kończyć się „pokotem”. Zwierzynę układa się na prawym boku, według hierarchii: jelenie, dziki, sarny, lisy i inne drapieżniki, zające, a na końcu „pióro” czyli ptactwo. Na narożnikach powinny płonąć cztery ogniska, prowadzący ogłasza rozkład łowów. Tradycją jest wybór „króla polowania”. Nie chodzi jednak o najlepszego strzelca, lecz o myśliwego, któremu bór darzył najgrubszą i najgodniejszą zwierzyną. Król polowania dekorowany jest i nagradzany np. okolicznościowym dyplomem lub medalem. Zabawnym zwyczajem jest wybór „króla pudlarzy”, strzelca oddającego najwięcej strzałów niecelnych... Na zakończenie myśliwi stają u czoła pokotu, prowadzący dziękuje strzelcom, podkładaczom z psami i nagance, a następnie trębacze „odtrąbiają rozkład”, grając sygnały odrębne dla każdego gatunku. Myśliwi słuchają prowadzącego i trębaczy z odkrytymi głowami, ceremoniał kończy najważniejsza fanfara „Darz Bór”. Największym świętem są „hubertowiny”, obchodzone z okazji Św. Huberta – patrona myśliwych. Obchodzone są 3 listopada na pamiątkę otwarcia grobu patrona (w 744 r.). W Polsce kult Św. Huberta rozwinął się w XVIII w. W tym dniu polowanie rozpoczynało się mszą w kaplicy leśnej, po czym odbywały się łowy z naganką na grubą lub drobną zwierzynę, każdy myśliwy uważał za swój obowiązek uczestniczyć w tym święcie. Wieczorem urządzano biesiadę i zabawę. Takie uroczyste polowania podtrzymują koła łowieckie Szczecińskiego Okręgu Łowieckiego. Coraz częściej polowania połączone są z mszami, zapraszani są także księża do „hubertówek” i kapliczek, dla odprawienia mszy polowych. Łowy mają charakter spotkania myśliwskiej braci, powinien być czas na gawędy i żarty. Hubertowiny inaugurują zimowy sezon myśliwski, jak staropolskie przysłowie mówi: „...św. Hubert z lasu cały obiad daje”. Na zakończenie dnia układany jest pokot, przy ognisku myśliwi realizują tzw. „ostatni miot” – biesiadują, gawędzą i bawią się w towarzystwie rodzin.

 

(...) W najkrótszy dzień Bożego roku
Gdy błękitnieje śnieg o zmroku...
Leopold Staff

 

Wiele kół organizuje „polowania wigilijne”. Według ich wyników można stawiać horoskopy na rok następny, czy będzie on obfitował w sukcesy czy też niepowodzenia. Są to bardzo krótkie polowania, właściwie spotkania w gronie towarzyszy łowów. Po kilku miotach, wczesnym popołudniem, myśliwi dzielą się opłatkiem, składają życzenia, a następnie rozjeżdżają do domów zanim zabłyśnie pierwsza gwiazda. Czasem „polowania wigilijne” organizowane są w sobotę poprzedzającą tydzień świąteczny.

Facebook